Klub literacki

ODSŁUCHAJ

Ksyta Marianna

Marianna Ksyta- mieszkanka miejscowości Dzielna w gminie Opoczno. Aktywna twórczyni ludowa w dziedzinie poezji, hafciarstwa, papieroplastyki.

Jajko

Wandzia z Zosią dwie sąsiadki

Oj lubiały znosić ze wsi plotki

Bardzo dobrze z sobą zeły

Jedną łyzką jadły

Jednym gorckim pieły

Jak się zeszły rano obie

Do południa gadały sobie

A chłopisków dobrych miały

Krowy za nich dojeły

Gacie koszule same sobie prały

A une ino godały i godały

Az roz tak się zdarzeło

Ze ich jojko rozłunceło

Na granicy stanęła kura

Rozłozeła biołe pióra

Nasrozeła się, przykucnęła

Biołe jojko upuścieła

Obejrzała jojko w koło

I zagdokoła wesoło

Po tym posła sobie w krzoki

Żeby zbierać tam robaki

Zoboceły jojko dzieci

Kozde do swej mamy leci

Mamo! Mamo!

Na granicy jojko lezy

Powiedziołym ze to nase

Ale Wojtuś mi nie wiezy!

Polecioł po mamę swoją

Zoboc już tam na granicy stoją!

Maciuś! –pilnuj kase

Jo polece zoboc cy to jojko nase

Żeby Zosia jojka nie złapała

Wandzia w jednym bucie poleciała

Obejrzała jojko w koło

I ośmiała się wesoło

-A dyć to moje- powiedziała do Zosi

Moja czubatka takie same jojka znosi

A Zosia jej odpowiedziała

Moje wszystkie takie znosą jaja

Ale Wandzia jej nie wierzy

Jojko na granicy lezy

Gdyby twoje było jajo

Toby na twojej strunie lezało

Chyba ze mos kury głupie

Znosą jojka na granicy nie w chałupie

A co- twoje zmądrzały

I na granicę przyleciały

O! –nie docekanie twoje

Jojko jest moje

I zadarła na nią kiecy

Pokazała wszystkie rzecy

Zosia zoboceła

Ze się Wandzia na nią wypieła

I zadarła kiecę swoją

A to i ty popatrz se na moją

A jak ja tu stoje

To jojko jest moje

Idzie drogą dziadek

Patrzy i nie dowierzo

Jeden babski zadek

Drugi babski zadek

A to ci heca!

Jedna na łbie kieca

Drugo na łbie kieca

Oblizoł się, wybałuseł ocy

Bezpłatny fotograf zobocy

Żeby nie spłosyć baby swoim widokiem

Przykucnął sobie za krzakiem

Wojtek głodny przyjechali z pola

A gdzież ta baba moja

W kolibce Michałek od płacu się zanosi

W dumu ni ma Zosi

Na kuchni przypolo się kasa

Maciuś! Gdzie mama nasa?

Z sumsiodkum się kłóci

Pewnie pryndko nie wróci

Obskakiwał krucek baby

Sukoł na nich mundry rady

I wymyśloł mądry krucek

Jo wos baby tu nauce

Złopoł jojko połknoł sobie

A wy kłućta się tu obie

Wandzia się obejrzała

Na granicy- ni ma jaja

I do Zośki jak nie skocy

Zośka! Wydrapię ci ocy

Za warkoce ją złapała

Gdzieś moje jojko schowała

Zosia nie wie co się stało

Gdzie się jajko zapodziało

Jak nie złapie Wandzie za kłaki

Az fruwały z kiecy fraki

Nie wiem co by beło dali

Gdyby Franek z pola nie przyjechali

Nie wiedzioł o co babom chodzi

Pomyśloł ze ich pogodzi

Wyciungnoł dwa wiadra wody

Pewnie babom trza ochłody

Zoboceły Franka dzieci

Jak Franek z wiadrem leci

Ze się poli pomyślały

I za Frankiem z wodą poleciały

Wnet po takiej dawce wody

Dosły baby do ochłody

Nie znosiły wincy bojek

Gacie, koszule chłopom prały

Pilnowały kurzych jojek

A kura chodzi sobie po ugorze

Ze znosi jojka wesoło skrzecze

Franek z Wojtkiem kure sobie chwolum

I obaj na granicy fajeckę sobie polum

 

 

 

 

Wieś

 

Wieś to ziemia czarna

Którą rolnik siejąc ziarno

Przetwarza w przepiękne krajobrazy

Wieś to śpiew słowików, skowronków, świerszczy

To rozkwiecone przeróżnym kwieciem łąki

Unosząca się w powietrzu kwiatów woń

To stada lecące do swoich gniazd wron

Wieś to kwitnące przed domem kasztany

Klekocące na stodole w gnieździe bociany

Kwitnące lipy przyciągają pszczoły swym zapachem

To zmykający zając przed myśliwymi z przestrachem

Wieś to rolnik siejący zboże

By mu Bóg dał urodzaj żegnając się

Śpiewa kiedy ranne wstają zorze

Wieś to otaczające lasy pachnące żywią

Wijące się strumyki otoczone liściastymi olchami

Na których zawieszone gniazda ptaków rozśpiewanych

Wieś to rozkwiecone wiosną sady pachnące

Rozchodzące się zapachy siana na łące

 A jesienią w sadach czerwone wiśnie, jabłka

I różne owoce się rumienią

Wieś to wśród wieczornej ciszy

Wesoły rechot żab się słyszy

Przed każdym domem kwitnące ogródki

Patrząc na piękno wsi znikają na duszy smutki.

 

Ostatki, czyli Kusoki

 

Zmówiły się we wsi chłopy

Zrobić zabawę na Kusoki.

Z roku na rok było ustalone

Zabawa na Kusoki

Była za jojka i za słomę.

Przez wieś wozem przejechali

Każdy chłop dał im słomy snop

A kobiety jojka, za co

Mieli pieniądze na grojka

Aby dobrze się bawieli

Stół na środku postawieli

Czego tam nie beło

Jajecznica, pącki, pierogi,

Trzy rodzaje porki,

Chrupiące faworki,

Kluski ziemniocane,

Bomby kapustą nadziewane,

Śledzie, ryby, marynowane grzyby,

Kasa z flakamy, borsc,

Z kiełbasą i zeberkamy.

Wszystkiego beło potrochu:

Kapusta z grochem

I kapusta bez grochu.

Beły tez i kielisecki

Tylko nie mieli gorzołecki

Lec o to, to już się postarają

Jak tylko grojki zagrają.

Sołtys we wsi pierso głowa

Usiadł przy stole,

Powiedzioł takie słowa:

-Jestem dzisiaj tu od tego,

Kazdo dziołcha musi się wkupić

Narzecunum od nos kupić.

Zatańceł z Kasią obereczka,

Bo to we wsi najładnijso paninecka

Chocioz  sierota i tez ubogo

To dlo chłopoków beła bardzo drogo.

Kasia miła, umie śpiewać, tyńcować

Totez wszystkie chłopoki

Chciały Kasie kupować.

Sołtys, widząc ze Kasia scyńście Mo,

Targowoł się, by wyciągnąć ile się do

Targowali, targowali az za Kasie

Pół litra gorzołki dostali.

Na Wielkanoc za to Kasia

Musi dać dla swego Jasia

Ładną z koronką chusteczkę do nosa

I przynieść pisanek pół kosza

Potem wzieli Sołtysową Zosię

-ładna i bogata

Toteż drogo chciał wziąć tata

Oj, długo się targowali,

Różne gany jej dawali

Aby Sołtysa obłupić

I Zosieńkę taniej kupić.

Wymyślali, Boże drogi,

Że Zosia ma długie nogi

A to, ze jest bardzo chudo,

Zęby Mo nierówne, jednym okiem mrugo

Wreszcie wyszedł Stach bogaty

I doł Zosi chustkę w kwiaty,

I korale w perełecki

I pół litra gorzołecki

I tak sprzedał Sołtys Zosie

Choć mioł jesce muchy w nosie

Chciałby jesce się targować

Ale już nimioł kto kupować

Nie wszystkie chłopoki miały gorzołecke,

Żeby sobie kupić paninecke

Lec żeby mieć ucieche

Kupowały dziołchy na krechę

Targowały, wymyślały różne dziwy

Ze jest głucho nos Mo krzywy

Anię ganieły ze jak idzie drogą

To zamiato lewą nogą

Wysła na środek Agnieszka

Którą nazywali wszyscy „śmieszka”

Powiedziała takie słowa-

Dość już tego!

Teros rzundzi nie Sołtys

-tylko Sołtysowa

I tu na tym oto tronie

Będzie rządzić tej koronie.

A dziewczyny za sok z maliny

I za duży dzban kompotu

Bedum kupować od niej chłopu

-Nie mom chłopa do orania

Ani chłopa do kochanio.

Potrzebny mi chłop i basta

I to ze wsi a nie z miasta

Chłop musi być zdrowy a nie chory,

Będzie nosieł zboża wory

Przykładała chłopom ucha

Do pleców, piersi i brzucha

Cy są zdrowe kawalery,

Cy nie mają w piersiach smery

Cy który z nich nie choruje,

Cy nie kaszle, Cy nie pluje.

-Mój chłop musi mieć muskuły

I być dlo mnie bardzo cuły

Nie garbaty nie kulawy

Chce z nim chodzić na zabawy

Przebierała, przebierała,

Az sąsiadowego Wojtka wybrała.

Za Agnieszką Wysła Hanka,

Chciała kupić sobie Franka.

Chłop wysoki kiejby wieza

Oscyzuny beł na jeza,

Wąsiska miał wykruncane

I kródkum do kolana sukmane.

Obejrzała Franka w koło

I ośmiała się wesoło

-Takiego mi chłopa potrzeba

Żeby rynką sięgoł do nieba

Żeby stoł sobie na ziemi

Zrywoł jabłka bez drabiny

Dum wum za Franka

Soku pół dzbanka

Sołtysowa się targowała

Jeszcze koszyk jabłek za Franka chciała

Gdy przetargi zakończyli,

Gorzałkę z sokiem wypili

Porkę, jajecznicę pozjadali

Do dwunastej tańcowali.

Ostatni taniec był na boso

Żeby się chłopom urodziło proso

Tańczyli poleckę tańczyli oberka

A pozdejmowali buty, chociaż to był luty

Buty były drogie chłopoki ubogie

Nogi im się nie zdzierały chociaż tańcowały

Ciepło było w nogi, bo w chałupie ciasno

A zakończyli tańce jak była dwunasto

Ja to wszystko opisałam

Co od starszych usłyszałam.

Autor: BIBLIOTEKA OPOCZNO
Liczba wyświetleń: 338

Powrót
Kalendarz